sobota, 19 stycznia 2013

"Sławomir Mrożek przedstawia" (1997) - film Pawła Łozińskiego





Na wstępie realizatorom filmu podyktował warunki. Nie zgodził się na zasadę policyjną, polegającą na tym, że ktoś delikwentowi zadaje pytania, a ten obowiązkowo musi na nie odpowiedzieć. Nie zgodził się też, by miał to być film biograficzny, albo prezentacja sylwetki twórcy. Gotów był zaakceptować jedynie film o sytuacji, w jakiej się znalazł, z którego, być może, wyniknie kim jest i jak się zachowuje. Oświadczywszy to, Sławomir Mrożek gościnnie otworzył bramę wiodącą do jego meksykańskiego rancha "La Epiffania" i oprowadzając po nim gości, skrupulatnie pokazał wszystko: podkowę wiszącą na drzwiach, wyjątkowej urody sęk, śrubę nie wiadomo do czego i garderobę dla psich smyczy. Wyjechał z kraju 33 lata temu, bo czuł się własnością państwa i - jak mówi - nie wiedział kim jest, a chciał się tego dowiedzieć. Zatrzymał się w Rzymie. Potem znalazł się w Paryżu. Wreszcie, mając blisko 60 lat, wyruszył z Francji za ocean. Osiadł w Meksyku. Kupił rancho. Urządzał je i pielęgnował siedem lat. Teraz zdecydował się zostawić ten dom, ogród, psy i wrócić do Polski. Nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się w sytuacji bohaterów "Wiśniowego sadu" Czechowa, lecz oto w niej jest. Siedząc przy pierwszym w życiu prawdziwym biurku, które kupił sobie w ramach stabilizacji, mówi o mało spektakularnym, w odróżnieniu od innych, procesie twórczym pisarza. Robiąc przerwy na krótkie spacery po kipiącym zielenią ogrodzie, opowiada o swej młodości, początkach kariery, zerwaniu związków z krajem, swej twórczości, emigracyjnych doświadczeniach, sukcesie i meksykańskim domu. Na koniec kamera wyławia go w tłumie na krakowskiej ulicy. Wrócił, lecz już tego nie komentuje. [PAT]

1 komentarz:

  1. widywałam Mrożka w Krakowie. chodził w jesionce i kapelusiku. chyba w tym stroju go uwiecznił Mleczko na karykaturze. Mrożek był strasznym dryblasem i zawsze jego głowa wystawała ponad tłum :)

    pierwsze sceny filmu fantastyczne :)

    OdpowiedzUsuń