czwartek, 28 września 2017

Człowiek jest oszalałym aniołem

 
Człowiek jest oszalałym aniołem. Kiedyś wszyscy byli aniołami prawdziwymi i mieli wtedy wybór pomiędzy dobrem i złem, więc być aniołem było łatwo. A potem coś się stało. Coś się zepsuło, pękło, może zawiodło. I aniołowie stanęli przed koniecznością wyboru już nie dobra i zła, lecz tylko mniejszego zła; to wytrąciło ich z równowagi i każdy stał się człowiekiem.
Philip K. Dick Druciarz Galaktyki

poniedziałek, 25 września 2017

Doskonały nawóz


 
Nawiasem mówiąc, Trout napisał książkę o drzewie dolarowym. Zamiast liści rosły na nim dwudziestodolarowe banknoty. Kwitło obligacjami pożyczki państwowej, a owocowało diamentami. Do drzewa ściągali ludzie, którzy zabijali się pod nim nawzajem, dostarczając w ten sposób doskonałego nawozu.
Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć

środa, 20 września 2017

Na sprawy trzeba zaczekać


 
Zaczekaj, z cierpliwością anioła i świętego, nim sprawy - ludzie, idee, sytuacje - które do ciebie należą, przyjdą do ciebie. Ani jednym krokiem, ani jednym gestem ni słowem nie przyspieszaj ich zbliżania się. Bowiem pewni ludzie, pewne idee, sytuacje, które należą do twojego życia, twojego charakteru, do twojego ziemskiego i duchowego losu, stale są w drodze, zmierzając do ciebie. Książki. Mężczyźni. Kobiety. Przyjaźnie. Poszukiwania. Wielorakie prawdy.
To wszystko zbliża się do ciebie, powolnym przetaczaniem się, i pewnego dnia musicie się spotkać. ale nie działaj w pośpiechu, nie przyspieszaj ich drogi i zbliżania się. Jeżeli bardzo się ku nim spieszysz, może ominąć cię to, co jest ważne i przeznaczone tylko dla ciebie. Czekaj. Mężnie i uważnie, całym swoim losem i całym swoim życiem.

Sandor Marai "Księga ziół"

Grafika: Sarolta Ban

 

wtorek, 19 września 2017

Statek głupców

Statek głupców Hieronim Bosch

Na rozległym, pejzażowym tle został namalowany drewniany statek, z dwoma masztami w kształcie drzew. Na jego pokładzie znajduje się dziesięcioro ludzi, spośród których wyróżniają się zwracający się do siebie franciszkanin i zakonnica grająca na lutni. Ich gesty nie są jednoznaczne, bowiem szeroko otwarte usta oznaczać mogą śpiew, ale również spór, którego przedmiotem jest zawieszony między nimi na sznurku placek. Placek jest aluzją do ludowego obyczaju, polegającego na zjadaniu zawieszonego na sznurku ciasta bez użycia rąk, stąd też gest otwartych ust również oznacza jedzenie. Do posiłku przyłączają się siedzący za duchownymi dwaj wieśniacy, jeden z nich w lewej ręce trzyma wiosło w formie kuchennej chochli. Stojąca obok zakonnicy starsza kobieta zwraca się poprzez gwałtowny gest (chce uderzyć dzbanem) w stronę skulonego do ziemi młodego wieśniaka. Ten trzyma za pomocą liny chłodzący się w wodzie bukłak. Obok starszej kobiety i zakonnicy stoi wieśniak wskazujący na mężczyznę sięgającego po związaną na maszcie upieczoną gęś. Poza zgromadzonym wokół stołu gronem ludzi, po prawej stronie obrazu ukazany został wieśniak, który wymiotuje do wody, jednocześnie mocno trzymając w prawej ręce pień drzewa-masztu, na której siedzi błazen pijący napój z misy. W lewej ręce dzierży laskę zwieńczoną główką o śmiejącej się twarzy. Na maszcie powiewa czerwona bandera ze złotym półksiężycem, obok niej przywiązany jest bukiet kwiatów. Na koronie drzewa stanowiącej szczyt masztu widoczna jest głowa sowy (lub stylizowana czaszka ludzka). Obok masztu widoczna jest oparta o burtę długa laska z dzbanem. Na pierwszym planie ukazano dwóch nagich mężczyzn zanurzonych w wodzie, z których jeden podaje misę, drugi zwraca się w stronę wieśniaków ucztujących na pokładzie statku. Każdy z bohaterów obrazu został przedstawiony w sposób indywidualny. Malarz nadał im własne cechy poprzez kostiumy o odmiennej kolorystyce i różne fizjonomie. Tło tworzy ciągnący się w nieskończoność morski krajobraz. W głębi po prawej stronie obrazu widoczny jest stromy stok brzegu.
 
Obraz ten jest prawdopodobnie ilustracją do poematu satyrycznego opublikowanego po niemiecku przez Sebastiana Branta (1458–1521). Publikacja ta była ilustrowana drzeworytami; jej edycja miała miejsce w 1494, w Bazylei. Poemat ten opowiada historię szaleńców płynących statkiem w stronę Narragonii, która jest wedle opowiadania "rajem błaznów". Dzieło Branta doczekało się sześciu edycji i kilku tłumaczeń wydanych za życia autora, stąd też przypuszcza się, iż Bosch zaznajomił się z tym dziełem. Za inspirację dzieła uważa się też "Statek szalonych kobiet" pióra Josse Bade'a. Ponadto statek był w dobie średniowiecza metaforą Kościoła wiozącego chrześcijańskie dusze do nieba, które w marynistycznej metaforze jest ostatecznym portem. Guillaume de Deguillevillies napisał utwór "Pielgrzymka ludzkiego żywota", w którym wspomina o okręcie wiary z masztem w kształcie krzyża i zabudowaniami klasztornymi tworzącymi jego burtę. Na to dzieło, które w 1488 w Haarlemie doczekało się niderlandzkiego przekładu, Bosch mógł odpowiedzieć parodią, którą jest "Statek głupców".
 
Oprócz spuścizny literackiej Hieronim Bosch mógł się także kierować inspiracjami plastycznymi. Jedną z nich jest ilustracja do Cudów Najświętszej Marii Panny, rękopisu z 1470 przypuszczalnie wykonanego w Brugii, przedstawiająca łódź, na której płyną trzej mnisi z przerażeniem przyglądający się trzem diabłom niosącym w powietrzu grzesznika. Wątek święta majowego, gdzie pojawia się łódź, występuje w dziełach malarstwa miniaturowego, m.in. w "Godzinkach" pędzla Simona Beninga (lub Gerarda Horenbouta) z 1470. Znajduje się tam miniatura z przedstawieniem łodzi z muzykantami, gdzie ukazany też jest podobny do dzieła Boscha motyw zawieszonego z boku łodzi bukłaka napełnionego winem. Wydany w pięciu wydaniach w latach 1478–88 traktat La somme de Roi zawiera ilustrację z bliskim Statkowi szaleństwa przedstawieniem wymiotującego łakomczucha.
 
Artysta zobrazował w dziele ludzką chciwość, rozpustę i łakomstwo, które prowadzą donikąd, na co wskazuje niemal puste tło. Duchowni zaniedbujący swoje obowiązki chełpią się świecką rozpustą; przy wtórze lutni mnich i zakonnica śpiewają pełnym głosem, a jednocześnie wpatrują się w placek. Wspólne muzykowanie interpretowane było w kontekście grzechu nieczystości – jako wstęp do jednoznacznych miłosnych igraszek. Dopełnieniem ilustracji nieczystości są liczne wiśnie leżące na talerzu i stole, i zanurzony w wodzie bukłak z winem. Grzech nieumiarkowania w jedzeniu i piciu obrazują wieśniacy pragnący za wszelką cenę pieczonej gęsi, zaabsorbowani plackiem wspomniani duchowni oraz wymiotujący mężczyzna. Gniew ilustruje kłótnia pary wieśniaczej – kobieta agresywnie podnosi w stronę mężczyzny duży dzban. Siedzący na gałęzi błazen, choć zaabsorbowany piciem, odwraca się od uległego rozwiązłości towarzystwa, symbolizując ferment społeczny u schyłku średniowiecza i zapowiada zgubę, która jest owocem grzesznego życia.
 
Dopełnieniem treści dzieła jest bogata symbolika poszczególnych przedmiotów, która była często subiektywnie postrzegana przez Hieronima Boscha, nadająca jego ilustracjom jednoznaczną wymowę. I tak siedzący na koronie drzewa puszczyk oznacza herezję, liściaste drzewa-maszty odpowiadają drzewom majowym, znanym z wiejskich zabaw wiosennych, na których duchowni wraz z ludem oddawali się rozwiązłości, dzbanki oznaczają żeński organ płciowy; z drugiej strony diabła, który wyłania się z dzbanka podczas sabatu czarownic.
 
Żródło: Wikipedia

piątek, 15 września 2017

Głosujcie na Jima Pattona!

 
W drewnianym fotelu za biurkiem siedział mężczyzna, którego stopy sprawiały wrażenie przymocowanych do desek podłogi niby nogi narciarza. Obok jego prawego uda stała imponujących rozmiarów spluwaczka, w której mógłby się zmieścić zwinięty strażacki wąż. Głowę przykrywał mu zsunięty do tyłu przepocony stetson, duże, bezwłose dłonie zaś zaplótł sobie wygodnie na brzuchu wystającym nad spodniami, które niegdyś były zapewne koloru khaki, ale przez lata sprane zostały niemal do białości. Jeszcze bardziej sprana koszula harmonizowała zapewne niegdyś ze spodniami. Teraz była zapięta na wszystkie guziki aż po obciskający grubą szyję kołnierzyk, ale pozbawiona krawata. Włosy miał mysiobrązowe, z wyjątkiem skroni, na których przybrały odcień zleżałego śniegu. Usadowiony był trochę bokiem, bardziej na lewym niż na prawym pośladku, ponieważ na prawym biodrze dźwigał sięgającą mu aż po boczną kieszeń spodni kaburę, z której wystawała na kilkanaście centymetrów i uwierała go w bok rękojeść czterdziestki piątki. Jeden z promyków gwiazdy szeryfa, przypiętej do lewej strony piersi, był nadgięty.
Miał duże uszy, oczy o przyjaznym wyrazie, jego szczęki przez cały czas coś pracowicie żuły, i mimo potężnych rozmiarów prezentował się nie groźniej niż wiewiórka, a nadto okazywał znacznie mniejszą niż wiewiórka nerwowość.
Oparłem się o kontuar i patrzyłem na niego. Podobał mi się w każdym szczególe.
Spojrzał na mnie i powitał mnie ruchem głowy, po czym strzyknął ponad prawym udem potężną porcją tytoniowego soku, który trafił do spluwaczki z niemiłym dźwiękiem, nasuwającym na myśl odgłos czegoś, co z wysoka wpadło do wody.
Zapaliłem papierosa i rozejrzałem się za popielniczką, na co zwalisty, acz sympatyczny funkcjonariusz rzucił:
– A od czego masz pan podłogę?
Szeryf Patton? – upewniłem się.
– Komendant miejski i zastępca szeryfa w jednej osobie. Każdy, kto złamie jakieś prawo obowizujące w tym okręgu, będzie miał ze mną do czynienia. Chociaż niedługo będą wybory. Staje przeciwko mnie paru niezłych chłopaków, więc kto wie, czy nie wysiudają mnie z tej posady. A ma się z niej osiem dych miesięcznie, służbową chałupę, bezpłatne drewno na opał i bezpłatny prąd. W takiej pagórkowatej dziurze to nie jest wcale źle.
 
(...)

Wsiadł do samochodu, którego wyposażenie musiało budzić respekt obywateli: syrena, dwa czerwone szperacze, dwa reflektory przeciwmgielne, białoczerwona oznaka straży pożarnej, a na niej nowy głośnik syreny przeciwlotniczej; na tylnym siedzeniu trzy strażackie toporki, dwa zwoje grubej liny i gaśnica, kanister z zapasem benzyny i drugi na wodę, umocowane na bocznych stopniach, a do zapasowego koła jeszcze na wszelki wypadek przywiązana dodatkowa opona. Całości obrazu dopełniała poszarpana tapicerka z wystającymi z niej pękami czegoś, czym była wypchana, oraz centymetrowa warstwa kurzu pokrywająca karoserię, na której miejscami zachował się jeszcze lakier.
W prawym dolnym rogu przedniej szyby rzucała się w oczy biała plansza z wydrukowanym dużymi literami wyborczym sloganem:
 
WYBORCY! GŁOSUJCIE NA JIMA PATTONA! JEST JUŻ ZA STARY. ŻEBY SIĘ WZIĄĆ DO JAKIEJŚ UCZCIWEJ ROBOTY.
 
Patton uruchomił silnik, zawrócił i odjechał w tumanie białego kurzu.
 
Raymond Chandler Topielica
 
 

Miła ulica

 

Znałem pewną dziewczynę. Jest miła i mieszka na Dwudziestej Piatej, która jest bardzo miłą ulicą. Ta dziewczyna bardzo lubi Bay City. I oczywiście nie przyszłoby jej do glowy przejmować się jakimiś tam slumsami na przygnębiającej równinie, która rozciąga się na południe od starej linii kolejowej, bo w końcu gnieżdżą się tam tylko Meksykańce i czarnuchy. Pewnie nie ma nawet pojęcia, co tacy ludzie robią i jak żyją. Nic nie wie o ich dzikich kąpieliskach wzdłuż płaskiego brzegu oceanu, na południe od nadmorskich skał, o ciasnych, dusznych i ociekających potem tancbudach na obrzeżach slumsów, o skrętach z marihuany, o wąskich, lisich twarzyczkach i cwanych oczkach, które zza osłony rozpostartych gazet kontrolują sytuację w podejrzanie pustych recepcjach podejrzanych hotelików, o kieszonkowcach, złodziejaszkach-amatorach, bandziorach z wyrokami, pijaczkach, alfonsach, dziwkach i pedziach wmieszanych w tłum zapełniający drewniane chodniki.
 
Raymond Chandler Topielica
 
 

sobota, 9 września 2017

Przy winie



Przy winie

Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.

Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.

Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.

Mówię mu, co chce: o mrówkach
umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.

Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.

Ewa z żebra, Wenus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.

Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz

Wisława Szymborska


Świętość

Kornel Filipowicz


Świętość

Nie można być świętym
W całości od stóp do głów
Od rana do wieczora
Codziennie co godzina co chwila
To nie miałoby sensu
Byłoby śmieszne
Nie mówiąc już o tym
Że w dzisiejszych czasach
Nieosiągalne
Ale wystarczy mnie zabłąkanemu
W mroku pogrążonemu
Zaszczutemu zajętemu sprawami
Mojego żołądka i skóry
Moich rąk i nóg
Jeśli czasem
Raz na tydzień
Raz na rok
Choć na chwilę
Przestanę myśleć tylko o sobie
I poczuję że jestem komuś potrzebny
Że stać mnie na to
Aby w czyjejś obronie
Być odważnym i bezinteresownym
To jakby odblask światła
Którego źródło jest mi nie znane
I niewidoczne
To jakby iskra albo promień
Który nagle przebił ciemność
Dotknął jakiegoś miejsca we mnie
I sprawił że zaświeciło
i całego mnie na chwilę rozjaśniło
Szkoda tylko
Że to tak krótko trwało
Że tak szybko zgasło.

Kornel Filipowicz

czwartek, 7 września 2017

Czy ktoś jeszcze czyta książki?



Kto dziś potrafi się skupić? – zapytała, mieszając kawę. – Kto jeszcze czyta? Ty czytasz?- Pokręciłem przecząco głową. – Ktoś musi przecież czytać. Popatrz na te wszystkie książki na wystawach księgarń. No i są jeszcze te kluby. Widocznie ktoś czyta - powiedziała. – Tylko kto? Nie znam nikogo, kto by czytał.
Raymond Carver, Słoń


niedziela, 3 września 2017

Dezyderata



Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki spokój może być w ciszy. 

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi. 

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść. 

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie. 

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. 

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu. 

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa. 

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. 

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien. 

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. 

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny... 

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy. 


My, z drugiej połowy XX wieku - Małgorzata Hillar

Żródło

My, z drugiej połowy XX wieku - Małgorzata Hillar

rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów
kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi
silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami
Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości


sobota, 2 września 2017

Więcej czytać

Sándor Márai

Więcej czytać. Bardziej metodycznie. Czytać w każdej chwili. Kiedy myślę o możliwościach i zaniedbaniach w lekturze, zaszokowany konstatuję, jak krótkie jest życie. Naprawdę, nie żałuję tego, czego nie przeżyłem - żałuję jednak wielu książek, których nie przeczytałem.  
 Sandor Marai Dziennik 1949-1956, przeł. Teresa Worowska.


"Dzieciństwo" Leopold Staff

Dzieciństwo - Leopold Staff

Poezja starych studni, zepsutych zegarów,
Strychu i niemych skrzypiec, pękniętych bez grajka,
Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka
Drzemie - były dzieciństwu memu lasem czarów...
Zbierałem zardzewiałe, stare klucze... Bajka
Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów,
Że otworzy mi zamki skryte w tajny parów,
Gdzie wyjdę - blady książę z obrazu Van Dycka.

Motyle-m potem zbierał, magicznej latarki
Cuda wywoływałem na ściennej tapecie
I gromadziłem długi czas pocztowe marki...

Bo było to jak podróż szalona po świecie,
Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście...
Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście... jak szczęście...


Dusza i ciało na plaży



Dusza i ciało na plaży- Anna Świrszczyńska

Dusza na plaży
studiuje podręcznik filozofii.
Dusza pyta ciała:
- Kto nas związał razem ?
Ciało mówi:
- Trzeba opalić kolana.
Dusza pyta ciała:
- Czy to prawda,
że nas wcale nie ma ?
Ciało mówi: - Opalam kolana.
Dusza pyta ciała:
- W tobie czy we mnie
zacznie się umieranie ?
Ciało się śmieje.
Opaliło kolana.


piątek, 1 września 2017

"Dżentelmen w Moskwie" Amor Towles - info



Wszystko zmienił jeden wiersz… To przez niego hrabia Rostow musiał zamienić przestronny apartament w Metropolu, najbardziej ekskluzywnym hotelu Moskwy, na mikroskopijny pokój na poddaszu, z oknem wielkości szachownicy. Dożywotnio. Taki wyrok wydał bolszewicki sąd. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...